poniedziałek, 19 marca 2012
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Wonderful life
Tłumi odgłosy
Zamraża czucie świata
Kiedy go za dużo
Bezczelnie nagle bez skrupułów
Szczelnie do cna
Zamienia tło w szum
Otwiera wytęsknioną nicość
Bezpieczną swobodną przewidywalną
Która idzie wszędzie tam, gdzie jej każę
Bez ograniczeń
Tylko tam gdzie jej każę
Zamyka blokuje wszystko co przeszkadza
Wybrzmieć do końca
Poczuć do szpiku
Powtórzyć w myślach tyle razy ile trzeba
A potem jeszcze raz
Zrozumieć każdy dźwięk, myśl, impuls, płatek śniegu
Tu się dzieje oswajanie
Tu się dzieje błękit oczu, szorstkość dłoni, słoność potu
Tu jest na nie czas
Tu nie ma czasu
poniedziałek, 11 października 2010
Dream boy
When I imagined your touch
it was never as gentle as the one I got
When I wanted your lips
they were never as impatient as these, which are kissing me
When I saw a spark in your eye
It was never as genuine as the one you give me
The One that I wanted
never filled my blood and my thoughts
as tightly and warmly
as you do
The One that I asked for
was never as pure
and beautiful
as you are
*
My Love
So many things in you to dicover, my Love
So many touching wrinkles on your face
and each of them tells me
about anger and joy, which I didn't know
So many caves in your mind, my Love
and each of them has a secret for me to reveal
secret which tells about paths of your thoughts
So many things to read, my Love
So many smiles to know
I have time and passion
to know them slowly and accurately
I hope I manage to understand them all
*
poniedziałek, 1 lutego 2010
sobota, 30 stycznia 2010
Recepta
żeby nie bolało
żedby nie kłuło pod mostkiem, w płucach, nie pulsowało w mózgu
żeby oszukać siebie
może da się i los
pomoże muzyka opowieści sny
w dźwiękach i słowach są cuda emocje
spełnione marzenia
bezgraniczne szczęście
dobre zakończenia
tyle rzeczy które można przywłaszczyć
wpleść w swoją historę
i zapomnieć co się zdarzyło
nie odróżnić od tego co wymyśliłam
krążąc na wpół przytomnie
chłonąć wszystko co dobre
dać się spełnić marzeniom
wtorek, 10 marca 2009
Poor is the man whose pleasures depend on the permission of another
Pasja, namiętność, emocje, puls...życie
Dreszcze, dzięki którym pamiętasz, że żyjesz
Które przypominają Ci, po co żyjesz.
Oddech, chwila, spojrzenie, niebo...bycie
Bez zastanowienia
Bez myślenia o sensie, o jutrze
*
Uwolnić się
Od siebie
Czyli od innych
Czyli od innych, którzy są w Tobie
I patrzą, i widzą, i wnioskują
Zapomnieć o nich, zapomnieć o sobie
Patrzeć, brać, smakować, kochać,
Spełniać
Coraz więcej móc
Coraz mniej musieć
Poznawać nowe smaki
Dostrzegać nowe nuty
Drugie dna
Zadziwiać się, ile z tego, co musiałeś,
Było nie Twoje
I przekonywać się, że nikt nie umarł,
Odkąd już tego nie musisz.
*
czwartek, 19 lutego 2009
Żeby zarobić milion dolarów, trzeba wyglądać jak milion dolarów.
Żeby zarobić milion dolarów, trzeba wyglądać jak milion dolarów.
Jak wyglądać jak milion dolarów?
Być milionem dolarów.
Czuć się jak milion dolarów.
Wiedzieć, że patrzą na Ciebie, jak na milion dolarów.
Przecież chcą na Ciebie popatrzeć,
chcą Ciebie kontemplować.
Daj Im siebie kontemplować.
Daj Im chłonąć swoje jestestwo,
wdychać aurę,
której przejrzyste obłoki rozprzestrzeniasz każdym ruchem dłoni.
Pozwól na swobodną dyfuzję zapachu forsy,
niech dodryfuje do Ich nozdrzy popychana delikatnie
pewnym, otwartym ruchem Twojej dłoni.
Ruchem dłoni stanowiącym o rzeczywistości.
Zaznaczającym Twoją przestrzeń.
Ruchem dłoni miliona dolarów.
Otwórz się na nich:
daj Im siebie.
Wyprostowaną sylwetką
uniesioną głową
daj Im bezpieczeństwo, komfort, spokój.
Niech się przekonają, że jesteś prawdziwym milionem dolarów.
Milionem dolarów, mądrością, uczciwością i prawdą...
czy czym tam jeszcze, co chcesz zarobić.
#
sobota, 1 listopada 2008
Kolejny raz przypomniałam sobie najprostszą receptę na szczęście.
Taki sprawdzony, pachnący kurzem i zachwycającą prostotą świata
babciny przepis na konfiturę:
żyć w zgodzie ze sobą.
Tylko, jasna cholera,
ile czasu, krwi i potu trzeba,
żeby wiedzieć co jest mną?
Żeby wiedzieć, w zgodzie z kim ja mam żyć?
Bóg jeden wie.
Bo tylko On mógł wymyślić, że ja się będę składać
ze wszystkich zdarzeń i ludzi, którzy mnie w życiu spotkali.
Że będę się układać we mnie mieląc przeczytane książki
i napisane klasówki, usłyszane motyle, wezwane karetki
i równania mnie z błotem.
I prosta ja,
żeby odróżnić w tym motłochu siebie od nie-siebie,
muszenia swoje od nieswoich
dociekam, rozdrapuję i płaczę,
odkrywam, uwalniam się i oddycham.
I to najpiękniejsze są oddechy w moim życiu.
Ale czy nie można było wymyślić prostszego szczęścia, Boże...?
***
wtorek, 16 września 2008
Przyszła zima.
Czas wracać.
W sumie z nikim nic mnie nie łączy.
Na tyle żeby zostać tu dłużej.
Wybrzmiało lato i upały, burze, pioruny, grad i słońce.
Wystarczy.
Gdzieś daleko bez pieniędzy i telefonu
Chcę być.
Pora na obce świty, bezdroża, obce twarze, obce historie.
Na nieznane psy, nowe domy, nowe rozmowy.
Gdy się znudzą pójdę dalej.
Może wrócę do Was na wiosnę.
Może po prostu jestem
jedną z tych, których nam żal,
że umierają w samotności.
środa, 23 lipca 2008
Jeśli miałabym Cię o coś prosić
dzisiaj
nie zabieraj mi Muzyki, Boże…
nie zagłuszaj Jej w mojej głowie myślami o martwocie
o sprawach bez pulsu, bez dreszczu
chcę słyszeć Ją dokładnie, przejrzyście
zapatrzeć się w Nią, nie widzieć nic poza
oddychać Nią, iskrzyć
byćnie zaprzątaj mi głowy codziennością
nie zadawaj mi zagadek o przyszłości
chcę rozpłynąć się w Niej i zagubić
zatopić w Niej swe dłonie, czuć w palcach każdy odcień
ślepnąć od żaru, nie ogarniać kolorów
być Muzyką
chcę miliona dźwięków jednocześnie-
a każdy niech zawiruje w mojej głowie
zabierając strachy o jutro
rozkwitnie gorącą tęczą pod sklepieniem czaszki
dreszczem przebiegnie w dół kręgosłupa, wygnie moje ciało
odetchnę od myśli memłanych od tygodni
nieświeżych dylematów
przeczytanych na wskroś intencji
chcę by każdy czerwienią oślepił oczy
półmrokiem odgrodził od świata
zapomnę o pytaniach bez odpowiedzi
o odpowiedziach nie dających nadziei
chcę by zabrał czucie bezradności
pamięć prawd przygważdżających do ziemi
znanych na pamięć słabości
chcę by obiegł zwoje, wrósł w nie najmocniej
by pulsował z nimi w tej jedności
odebrał mowę
i rozum zmęczony własnym krętactwem
neuronami rozkrzewił ciepło, puls i poświatę
i życie we mnie
i nadzieję
i wiarę
i miłość
i nowe myśli
wtorek, 27 maja 2008
Chyba za rzadko patrzę Ci w oczy
ile jeszcze razy będziemy dla siebie...
każde drgnienie Twoich myśli.
wtorek, 20 maja 2008
Przypomnij mi, jeśli czasem zapomnę,
środa, 12 marca 2008
It's up to You.
Bycie szczęśliwym chyba nie jest takie skomplikowane,
jak by się wydawało.
Start spreading the news
I'm leaving today
I want to be a part of it, New York, New York
These vagabond shoes
Are longing to stray
And make a brand new start of it
New York, New York
I want to wake up in the city that never sleeps
To find I'm king of the hill, top of the heap
These little town blues
Are melting away
I'll make a brand new start of it
In old New York
If I can make it there
I'll make it anywhere
It's up to you, New York, New York.
I want to wake up in the city that never sleeps
To find I'm king of the hill, top of the heap
These little town blues
Are melting away
I'll make a brand new start of it
In old New York
If I can make it there
I'll make it anywhere
It's up to you, New York, New York.
Podobno 40% poczucia szczęścia to przekonanie,
że żyje się zgodnie z wyznawanymi wartościami.
10% zależy od stanu posiadania.
Reszta to jakaś genetyka.
I jeszcze Maslow gdzieś pomiędzy...
Więc może chodzi o to:
Spokój jest tam, gdzie zaspokojone potrzeby,
Szczęście jest tam, gdzie zaspokojone potrzeby.
Odnajdować Spokój, to znać siebie.
Umieć rozpoznawać swoje potrzeby.
I umieć podążać za nimi.
Za tymi od wody, nowej sukienki i ciepłego spojrzenia
i tymi od weekendu ze sobą i stertą artykułów i pasją dźwięków
i tymi od bójki w ciemnym zaułku, której jesteś świadkiem.
Do zaspokojenia jednych przyda się
umiejętność dodawania,
orientacja w terenie,
trochę sprytu,
szczerości,
do innych duma, odwaga, nonkonformizm.
http://pl.youtube.com/watch?v=KpFwnf6F_GY
piątek, 25 stycznia 2008
SnowyTears
http://www.youtube.com/watch?v=pSIbfzK2spg&feature=related
***
Czy masz tak czasem,
że czujesz, że Twoje serce za chwilę nie pomieści
zachwytu nad byciem, nad chwilą?
Fenomen zwyczajności.
Niczego nie trzeba szukać, wszystko jest w nas.
Chłodne opary mgły na twarzy.
Wsłuchać się w nie, nauczyć się wyczuwać skórą każdy z kryształków.
Rozpalą serce nawałnicą wrażeń do granic wytrzymałości.
Spłyną po policzkach.
Czy to łzy
Czy to mgła
Nic poza byciem nie istnieje.
Nic poza byciem nie jest potrzebne.
Ja, Woda, Ziemia, Ogień, Powietrze.
Nie chcę niczego więcej.
sobota, 22 grudnia 2007
SnowyMotyle
***
Kategoryczność
To sztuka wybierania mniejszego zła
Bezwzględność
Zabiera niepotrzebne dylematy
Konsekwencja
Zabija zastanowienia nad sprawami, które muszą być takie, jakie są
Niewzruszenie
Zamyka na ścieżki, którymi już kiedyś miałam ochotę pójść,
ale teraz wiem, że są nie dla mnie
Oschłość
Oszczędza emocji, które urosłyby do wielkiego smutku, gdyby nie uciąć ich zawczasu
Kategoryczność i konsekwencja i niewzruszenie
są najsilniejszą stalą,
najbardziej kolczastym drutem,
najwyższym napięciem,
jakie znam.
Tylko one potrafią ochronić
wątłe skrzydła Motyli, które obsiadły mnie od środka
Don´t trouble the water,
why don´t you let it be..?
Still water run deep...
if you only believe
Potrzeba ogromnej determinacji, mocy i nieugięcia
która
zapewni Motylom tyle bezpieczeństwa, ile potrzebują,
pozwoli rozwinąć bez skrępowania kolorowe skrzydła.
Potrzeba nieziemskiej siły,
żeby móc ochronić
moje Motyle
przed tymi, którzy nie umieją szanować motylich potrzeb,
nie potrafią dostrzec Ich pasji latania,
przed tymi, którzy nie chcą przyglądać się im spokojnie,
po cichu.
spłoszyć,
połamać,
tak łatwo obetrzeć ze skrzydeł delikatne łuski ,
zmienić tor lotu zbyt mocnym oddechem...
Jestem najsilniejsza na świecie
i umiem przewidywać przyszłość
Żeby chronić Motyle na tyle zaciekle,
aby mogły żyć pełnią swej motylowości,
aby mogły lecieć wolne tak, jak chcą,
tak wysoko, jak potrzebują,
żeby kolory najokazalej mieniły się w słońcu.
Nie mogę pozwolić Ich zdeptać.
One są najpiękniejsze z całej mnie.
why don´t you let it be..?
sobota, 8 grudnia 2007
SnowyDystans
Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
Chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
Biało- zielone obłoki zbierać,
Nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej.
Rewelacyjna umiejętność.
Jakbyś oglądał swoje życie w telewizji.
Kiedy już Ci się nie chce mieć jakichś uczuć w sobie- zmieniasz kanał.
Jakby to wszystko, co się dzieje,
co istnieje,
co się przydarza,
co dobrze jest posiadać,
czego powinniśmy pragnąć,
było innym wymiarem.
Jakimś pobocznym, zewnętrznym, pomocniczym, dodatkowym,
który istnieje, ale nie musi
i jakby nie do końca Ciebie dotyczy.
Coś podsłuchasz, coś podpatrzysz, weźmiesz, co Ci się spodoba
i wracasz do siebie.
Do rzeczywistości, która dzieje się w środku.
Gdzie możesz w spokoju przetrawić to,
co sobie przyniosłeś w koszyczku.
Gdzie wszystko jest proste:
Ważne jest to, co jest ważne. A reszta nie jest ważna.
Gdzie jest niestłumione niczym czucie,
są przechodzące dreszczem wrażenia, ogniste emocje,
wyobrażenia bez granic,
jest rozwój jest wzrost jest radość jest ekspresja
jest pasja jest odkrywanie jest fantazja
jest moc jest piękno jest nasycenie
jest pełnia Ciebie
pełnia Kogoś
pełnia tego, co ze świata najlepsze.
Są jeszcze brzegi, na których nie byłam,
Są jeszcze śniegi, których nie wyśniłam,
Są pocałunki, na które czekam,
Listy z daleka, drogi pod wiatr.
Ktoś chce Cię przytłoczyć i stłamsić,
postawić pod ścianą, powalić na kolana.
A Ty się trochę zdziwisz, trochę uśmiechniesz,
pomyślisz, że Tobie by się tak nie chciało.
I że nie masz na to czasu,
bo musisz wysłuchać jeszcze raz piosenki,
która nie daje Ci spokoju od dwóch dni.
I wracasz do swojej piosenki,
bo jeszcze nie umiesz jej zaśpiewać tak, jakbyś chciał.
A kiedy czujesz, że po całym dniu walki, wysiłku
strumień powietrza,
który płynie z Twoich płuc i z Twojego serca
dokładnie w taki sposób ociera się o struny głosowe,
jak chciałeś,
ta chwila sam na sam z Twoim głosem
jest punktem kulminacyjnym Twojego dnia.
Najlepszym zdarzeniem.
Jak to,
kiedy pani Aniołkowa podlewając jak co dzień rano
kwiaty w kapliczce pod Twoim blokiem
uśmiechnie się i popatrzy Ci w oczy.
A Ty masz czas na to spojrzenie,
lubisz tę chwilę.
Czujesz ją.
I każda taka dobra chwila trwa milion lat świetlnych.
Każdej sekundy jesteś świadomy.
Wiesz, że o na trwa i że jest dobra.
Chcesz, żeby trwała,
bo dla takich chwil umiesz zachowywać swój czas, swoje czucie.
Właśnie ten czas,
którego nie dałeś godzinę temu komuś, kto chciał zabrać Ci Spokój.
To czucie, którego Ci było szkoda dla chwil, których nie lubisz.
Rewelacyjna umiejętność.
Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
Chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
Biało- zielone obłoki zbierać,
Nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej.
Są jeszcze brzegi, na których nie byłam,
Są jeszcze śniegi, których nie wyśniłam,
Są pocałunki, na które czekam,
Listy z daleka, drogi pod wiatr.
Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
Chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
Biało- zielone obłoki zbierać,
Nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej.
Bo chociaż nie ma tam brzegu mojego,
Śniegów i nieba, nieba zielonego,
Noc mnie nie nuży, dzień się nie dłuży,
Być wciąż w podróży, w drodze pod wiatr.

wtorek, 4 grudnia 2007
SnowyPokora
W głowie obrazy, sceny, kadry jak z filmu,
momenty, chwile, słowa, zdania, grymasy twarzy...
Żywsze niż wtedy
Barwniejsze niż wtedy.
Może dlatego, że przemyślane, przetrawione.
A te, których byłam świadkiem, nie odróżnione od tych,
które zdarzyły się bez mojej świadomości.
Tak samo realistyczne.
Scalone czyjeś czucia z moimi, zdwojone, pełniejsze.
Czasem widzę i czuję więcej, niż zdarzyło się naprawdę.
***
Falami, cyklami, refrenami...
Trochę jak jakaś przewlekła choroba, nic specjalnego.
Da się z tym żyć, normalnie funkcjonować,
chodzić, pracować, rodzić dzieci.
Kiedy się do tego przyzwyczai, wpisze w swoje życie,
taki napad w nieoczekiwanym momencie staje się w zasadzie
czymś zwyczajnym.
Z tą może różnicą, że nie wynaleziono tabletek, które łagodzą ataki.
************************************
Na wpół dziki brzeg jeziora,
wydarty w sitowiu i w młodych brzozach dostęp do wody.
Jeszcze nie słychać gwaru, okolica jeszcze nie skażona tłokiem.
Pnie dwóch dzikich brzózek akurat na tyle mają siły,
żeby utrzymać ciężar hamaka.
Żeby pomóc trzcinie i falom jeziora uśpić dziecko.
Co roku większe.
Ale i brzozy silniejsze co roku, biel kory dostojniejsza, pnie grubsze…
************************************
jakichś wspomnień, prognoz na przyszłość
powoduje nagłe zgęstnienie krwi w moich żyłach,
przedziwną siłą przytłaczające od środka
do miejsca, w którym akurat się znajduję.
Ściany płuc ociężałe zawartością
nie potrafią zaczerpnąć powietrza.
Moje serce pęka niemal próbując wytłoczyć skondensowaną ciecz
zalegającą swoją nienaturalną masą na jego dnie.
************************************
Dwa głuche uderzenia- jak w dach odjeżdżającego auta.
„To na razie…”
Najtrudniejsze, najbardziej burzliwe było za nami.
Reszta już się sama zaczęła układać,
wystarczyło być, rozmawiać, spędzać czas...
Można było na przykład ponapawać się chłodem wieczora
pod domem,
zapachem świeżo skoszonej trawy.
Pełnią lata odwiedzić jak co roku brzozy,
rozpalić ognisko w tym samym miejscu co zwykle,
pośpiewać przy dźwięku gitary te same od dwudziestu lat piosenki.
************************************
Nie mogę się ruszyć, zaczerpnąć powietrza.
Zupełnie nie kontroluję łez, które spływają po policzkach.
Nie wartościuję tego, nie próbuję z tym walczyć.
Wiem, że to wszystko, co się dzieje,
jest tylko jedną z konsekwencji mojej decyzji,
mojego wyboru:
jakim chcę być człowiekiem, jaką chcę świadomość posiadać.
Czasem po prostu tak będzie się zdarzać:
łzy będą płynąć,
a serce będzie pękać,
kiedy przypomnę sobie, ile Pokory chce od nas życie.
************************************
Przez dwadzieścia lat, co roku te same miejsca, te same ścieżki,
a przy nich te same brzozy.
Co roku dojrzalsze, co roku poważniejsze.
Co roku bogatsze o zeszłoroczne uśmiechy.
To chyba naturalne polubić te brzozy, zechcieć by wyrosły nad Twoim grobem.
************************************
Czasem wydaje mi się, że moje serce pęknie, bo nie zdoła pomieścić, pojąć pokory,
jakiej potrzeba, żeby Rozumieć.
Która codziennie każe Ci patrzeć na sprawy, z którymi nic nie możesz zrobić.
Których nie chcesz, na które się nie godzisz, a które po prostu są.
I zawsze będą.
Taka świadomość zabiera całą siłę, nie zostawia nawet odrobiny,
której potrzeba żeby bezradnie rozłożyć ręce.
Wiesz przecież,
że to wszystko nie potrzebuje Twojego przyzwolenia, żeby się zadziać,
że Twoja niezgoda niczego nie zmieni.
************************************
Dwa głuche uderzenia, jak o dach odjeżdżającego auta.
I „To na razie” tak samo zwyczajne, jak wtedy,
kiedy widzieli się ostatni raz.
Wtedy też było słońce.
Był lekki wiatr, zielona trawa, podmiejski spokój popołudnia.
Zwyczajne pożegnanie na chwilę, na godzinę- dwie.
Okazało się na zawsze.
Trumna pozostawia inny pogłos niż dach auta.
Głębszy i chłodniejszy.
