W głowie obrazy, sceny, kadry jak z filmu,
momenty, chwile, słowa, zdania, grymasy twarzy...
Żywsze niż wtedy
Barwniejsze niż wtedy.
Może dlatego, że przemyślane, przetrawione.
A te, których byłam świadkiem, nie odróżnione od tych,
które zdarzyły się bez mojej świadomości.
Tak samo realistyczne.
Scalone czyjeś czucia z moimi, zdwojone, pełniejsze.
Czasem widzę i czuję więcej, niż zdarzyło się naprawdę.
***
Falami, cyklami, refrenami...
Trochę jak jakaś przewlekła choroba, nic specjalnego.
Da się z tym żyć, normalnie funkcjonować,
chodzić, pracować, rodzić dzieci.
Kiedy się do tego przyzwyczai, wpisze w swoje życie,
taki napad w nieoczekiwanym momencie staje się w zasadzie
czymś zwyczajnym.
Z tą może różnicą, że nie wynaleziono tabletek, które łagodzą ataki.
************************************
Na wpół dziki brzeg jeziora,
wydarty w sitowiu i w młodych brzozach dostęp do wody.
Jeszcze nie słychać gwaru, okolica jeszcze nie skażona tłokiem.
Pnie dwóch dzikich brzózek akurat na tyle mają siły,
żeby utrzymać ciężar hamaka.
Żeby pomóc trzcinie i falom jeziora uśpić dziecko.
Co roku większe.
Ale i brzozy silniejsze co roku, biel kory dostojniejsza, pnie grubsze…
************************************
jakichś wspomnień, prognoz na przyszłość
powoduje nagłe zgęstnienie krwi w moich żyłach,
przedziwną siłą przytłaczające od środka
do miejsca, w którym akurat się znajduję.
Ściany płuc ociężałe zawartością
nie potrafią zaczerpnąć powietrza.
Moje serce pęka niemal próbując wytłoczyć skondensowaną ciecz
zalegającą swoją nienaturalną masą na jego dnie.
************************************
Dwa głuche uderzenia- jak w dach odjeżdżającego auta.
„To na razie…”
Najtrudniejsze, najbardziej burzliwe było za nami.
Reszta już się sama zaczęła układać,
wystarczyło być, rozmawiać, spędzać czas...
Można było na przykład ponapawać się chłodem wieczora
pod domem,
zapachem świeżo skoszonej trawy.
Pełnią lata odwiedzić jak co roku brzozy,
rozpalić ognisko w tym samym miejscu co zwykle,
pośpiewać przy dźwięku gitary te same od dwudziestu lat piosenki.
************************************
Nie mogę się ruszyć, zaczerpnąć powietrza.
Zupełnie nie kontroluję łez, które spływają po policzkach.
Nie wartościuję tego, nie próbuję z tym walczyć.
Wiem, że to wszystko, co się dzieje,
jest tylko jedną z konsekwencji mojej decyzji,
mojego wyboru:
jakim chcę być człowiekiem, jaką chcę świadomość posiadać.
Czasem po prostu tak będzie się zdarzać:
łzy będą płynąć,
a serce będzie pękać,
kiedy przypomnę sobie, ile Pokory chce od nas życie.
************************************
Przez dwadzieścia lat, co roku te same miejsca, te same ścieżki,
a przy nich te same brzozy.
Co roku dojrzalsze, co roku poważniejsze.
Co roku bogatsze o zeszłoroczne uśmiechy.
To chyba naturalne polubić te brzozy, zechcieć by wyrosły nad Twoim grobem.
************************************
Czasem wydaje mi się, że moje serce pęknie, bo nie zdoła pomieścić, pojąć pokory,
jakiej potrzeba, żeby Rozumieć.
Która codziennie każe Ci patrzeć na sprawy, z którymi nic nie możesz zrobić.
Których nie chcesz, na które się nie godzisz, a które po prostu są.
I zawsze będą.
Taka świadomość zabiera całą siłę, nie zostawia nawet odrobiny,
której potrzeba żeby bezradnie rozłożyć ręce.
Wiesz przecież,
że to wszystko nie potrzebuje Twojego przyzwolenia, żeby się zadziać,
że Twoja niezgoda niczego nie zmieni.
************************************
Dwa głuche uderzenia, jak o dach odjeżdżającego auta.
I „To na razie” tak samo zwyczajne, jak wtedy,
kiedy widzieli się ostatni raz.
Wtedy też było słońce.
Był lekki wiatr, zielona trawa, podmiejski spokój popołudnia.
Zwyczajne pożegnanie na chwilę, na godzinę- dwie.
Okazało się na zawsze.
Trumna pozostawia inny pogłos niż dach auta.
Głębszy i chłodniejszy.
2 komentarze:
Music of My Soul...
Ya pishu po russki latinicei chto- bi bilo ponyatno, wed' Polskii i Russkii ochen' pohoji yaziki...
Dusha krasiva togda, kogda ona poet, kogda ti slishish eè musiku... :)
moonstranger
Cóż mogę powiedzieć więcej?Płakałam.
Prześlij komentarz