niedziela, 25 listopada 2007

SnowySamotnośćEgzystencjalna



Pan Janusz


Wrażliwość sama w sobie jest nic niewarta.

Znaczy coś dopiero, jeśli idzie za nią odwaga.

Ale to chyba nic nowego:

wolność wymaga odwagi, niezależność myślenia wymaga odwagi,

no bo bycie Człowiekiem wymaga odwagi.


Pan Janusz chodzi za mną od dwóch dni.

Patrzy swoimi przerażonymi niebieskimi oczami,

głowa bezwładnie opada Mu na lewe ramię, całe ciało drży…

Panika pozwala Mu wykrztusić z siebie tylko „Boże, co się dzieje, pomóżcie mi!”

I „Proszę nie odchodzić, niech Pani nie odchodzi…”


A ja nie wiem, co Mu odpowiedzieć.


Takiego przerażenia w czyichś oczach nie widziałam nigdy w życiu.

Dorosły człowiek bez reszty zdany na łaskę obcych ludzi,

nagi w swym błaganiu, w swoim przerażeniu i bezradności,

na przystanku pełnym ludzi, w centrum miasta.

Ta panika i upokorzenie przenikają Ciebie- świadka.


Stajesz się przezroczysty.

Nie masz swoich potrzeb, nie masz zajęć, pracy. Miejsce, do którego pędziłeś, nie istnieje.

W głowie tysiąc myśli.

"Jak to było?? Pierwsza pomoc na kursie prawa jazdy albo sto lat temu na lekcjach P.O.

Jakieś bandaże, masz 3 minuty, pozycja bezpieczna, usadzić, położyć…

Chryste, jak to było. Jestem ignorantem.

Może lepiej nie ruszać, skoro mówi, oddycha, kontaktuje"

Możesz tylko powtarzać:

„Spokojnie, proszę się nie denerwować.

Ja tu jestem, karetka już jedzie. Wszystko będzie dobrze. Proszę głęboko oddychać.”

Zdarta płyta.

Wiesz, że spokój Twojego głosu i opanowany wzrok jest jedynym, co możesz zaoferować,

jedynym kanałem, którym możesz przekazać Temu człowiekowi jakąś siłę, nadzieję.

A na resztę rzeczy możesz tylko patrzeć.


Nie siła, lecz trwałość szczytnego doznania czyni szczytnego człowieka.


Przepraszam, panie Januszu, za tamtą Panią.

Nie wiem, co ważniejszego mogło Ją odciągnąć,

pewnie coś jej się pomyliło.


Proszę zrozumieć, panie Januszu…

Hipoteza przeładowania urbanistycznego,

efekt widza,

kumulacja ignorancji,

rozproszenie odpowiedzialności…

Statystyka jest bezlitosna.


Może usprawiedliwi tę Panią choć trochę to, że trwałość Jej szczytnego doznania była większa,

niż trwałość doznań wszystkich Państwa, którzy przechodząc, odwrócili głowę, poczuli żal zatrzymując się,

by popatrzeć.

Chciała pomóc, ale przyjechał Jej tramwaj.


Ostatecznie każdy z nas jest sam.


Taka już nasza egzystencjalna samotność:

ostatecznie z każdą decyzją zostajesz sam.

Na każde pytanie musisz odpowiedzieć sobie sam.

Każdą wartość musisz wyważyć sam.

Trudność polega na tym, że jest wielu chętnych do podpowiadania.

Twoja mama, Twój szef, Twój przyjaciel

oraz cała masa tkwiących w Tobie Muszeń,

wyrytych w Tobie przez społeczeństwo, religię, Twoje słabości.


Ale czy nie za dużo jest do stracenia,

żeby cokolwiek w Twoim życiu mogło być efektem przyjętego bezkrytycznie podszeptu?

Czy nie zbyt duże to ryzyko- dać wygrać podpowiedziom?

Ile w nich dojrzałości i mądrości, a ile frustracji, niespełnienia, nieracjonalnych przekonań?



Za to się nie idzie do Nieba, za to nie beatyfikują.

To jest nasz obowiązek.

Nie umiem wymyślić, który podszept może być silniejszy od tego obowiązku,

proszę Pani.





Ps. Myślę, że Pan Janusz chodzi jeszcze za panią Agnieszką (?).

Ale ona pewnie też nie wie, co Mu odpowiedzieć.

1 komentarz:

eM pisze...

Jakie to Twoje, jakie to moje...
nasze.......
tu jest wszystko o czym moja głowa rozprawia przez ostatni rok ...