*
**
***
Odkryłam swoją największą zaletę:
umiem zmieniać siebie.
***
**
*
niedziela, 2 listopada 2008
sobota, 1 listopada 2008
***
Kolejny raz przypomniałam sobie najprostszą receptę na szczęście.
Taki sprawdzony, pachnący kurzem i zachwycającą prostotą świata
babciny przepis na konfiturę:
żyć w zgodzie ze sobą.
Tylko, jasna cholera,
ile czasu, krwi i potu trzeba,
żeby wiedzieć co jest mną?
Żeby wiedzieć, w zgodzie z kim ja mam żyć?
Bóg jeden wie.
Bo tylko On mógł wymyślić, że ja się będę składać
ze wszystkich zdarzeń i ludzi, którzy mnie w życiu spotkali.
Że będę się układać we mnie mieląc przeczytane książki
i napisane klasówki, usłyszane motyle, wezwane karetki
i równania mnie z błotem.
I prosta ja,
żeby odróżnić w tym motłochu siebie od nie-siebie,
muszenia swoje od nieswoich
dociekam, rozdrapuję i płaczę,
odkrywam, uwalniam się i oddycham.
I to najpiękniejsze są oddechy w moim życiu.
Ale czy nie można było wymyślić prostszego szczęścia, Boże...?
***
Kolejny raz przypomniałam sobie najprostszą receptę na szczęście.
Taki sprawdzony, pachnący kurzem i zachwycającą prostotą świata
babciny przepis na konfiturę:
żyć w zgodzie ze sobą.
Tylko, jasna cholera,
ile czasu, krwi i potu trzeba,
żeby wiedzieć co jest mną?
Żeby wiedzieć, w zgodzie z kim ja mam żyć?
Bóg jeden wie.
Bo tylko On mógł wymyślić, że ja się będę składać
ze wszystkich zdarzeń i ludzi, którzy mnie w życiu spotkali.
Że będę się układać we mnie mieląc przeczytane książki
i napisane klasówki, usłyszane motyle, wezwane karetki
i równania mnie z błotem.
I prosta ja,
żeby odróżnić w tym motłochu siebie od nie-siebie,
muszenia swoje od nieswoich
dociekam, rozdrapuję i płaczę,
odkrywam, uwalniam się i oddycham.
I to najpiękniejsze są oddechy w moim życiu.
Ale czy nie można było wymyślić prostszego szczęścia, Boże...?
***
Subskrybuj:
Posty (Atom)