piątek, 25 stycznia 2008
SnowyTears
http://www.youtube.com/watch?v=pSIbfzK2spg&feature=related
***
Czy masz tak czasem,
że czujesz, że Twoje serce za chwilę nie pomieści
zachwytu nad byciem, nad chwilą?
Fenomen zwyczajności.
Niczego nie trzeba szukać, wszystko jest w nas.
Chłodne opary mgły na twarzy.
Wsłuchać się w nie, nauczyć się wyczuwać skórą każdy z kryształków.
Rozpalą serce nawałnicą wrażeń do granic wytrzymałości.
Spłyną po policzkach.
Czy to łzy
Czy to mgła
Nic poza byciem nie istnieje.
Nic poza byciem nie jest potrzebne.
Ja, Woda, Ziemia, Ogień, Powietrze.
Nie chcę niczego więcej.
sobota, 22 grudnia 2007
SnowyMotyle
***
Kategoryczność
To sztuka wybierania mniejszego zła
Bezwzględność
Zabiera niepotrzebne dylematy
Konsekwencja
Zabija zastanowienia nad sprawami, które muszą być takie, jakie są
Niewzruszenie
Zamyka na ścieżki, którymi już kiedyś miałam ochotę pójść,
ale teraz wiem, że są nie dla mnie
Oschłość
Oszczędza emocji, które urosłyby do wielkiego smutku, gdyby nie uciąć ich zawczasu
Kategoryczność i konsekwencja i niewzruszenie
są najsilniejszą stalą,
najbardziej kolczastym drutem,
najwyższym napięciem,
jakie znam.
Tylko one potrafią ochronić
wątłe skrzydła Motyli, które obsiadły mnie od środka
Don´t trouble the water,
why don´t you let it be..?
Still water run deep...
if you only believe
Potrzeba ogromnej determinacji, mocy i nieugięcia
która
zapewni Motylom tyle bezpieczeństwa, ile potrzebują,
pozwoli rozwinąć bez skrępowania kolorowe skrzydła.
Potrzeba nieziemskiej siły,
żeby móc ochronić
moje Motyle
przed tymi, którzy nie umieją szanować motylich potrzeb,
nie potrafią dostrzec Ich pasji latania,
przed tymi, którzy nie chcą przyglądać się im spokojnie,
po cichu.
spłoszyć,
połamać,
tak łatwo obetrzeć ze skrzydeł delikatne łuski ,
zmienić tor lotu zbyt mocnym oddechem...
Jestem najsilniejsza na świecie
i umiem przewidywać przyszłość
Żeby chronić Motyle na tyle zaciekle,
aby mogły żyć pełnią swej motylowości,
aby mogły lecieć wolne tak, jak chcą,
tak wysoko, jak potrzebują,
żeby kolory najokazalej mieniły się w słońcu.
Nie mogę pozwolić Ich zdeptać.
One są najpiękniejsze z całej mnie.
why don´t you let it be..?
sobota, 8 grudnia 2007
SnowyDystans
Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
Chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
Biało- zielone obłoki zbierać,
Nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej.
Rewelacyjna umiejętność.
Jakbyś oglądał swoje życie w telewizji.
Kiedy już Ci się nie chce mieć jakichś uczuć w sobie- zmieniasz kanał.
Jakby to wszystko, co się dzieje,
co istnieje,
co się przydarza,
co dobrze jest posiadać,
czego powinniśmy pragnąć,
było innym wymiarem.
Jakimś pobocznym, zewnętrznym, pomocniczym, dodatkowym,
który istnieje, ale nie musi
i jakby nie do końca Ciebie dotyczy.
Coś podsłuchasz, coś podpatrzysz, weźmiesz, co Ci się spodoba
i wracasz do siebie.
Do rzeczywistości, która dzieje się w środku.
Gdzie możesz w spokoju przetrawić to,
co sobie przyniosłeś w koszyczku.
Gdzie wszystko jest proste:
Ważne jest to, co jest ważne. A reszta nie jest ważna.
Gdzie jest niestłumione niczym czucie,
są przechodzące dreszczem wrażenia, ogniste emocje,
wyobrażenia bez granic,
jest rozwój jest wzrost jest radość jest ekspresja
jest pasja jest odkrywanie jest fantazja
jest moc jest piękno jest nasycenie
jest pełnia Ciebie
pełnia Kogoś
pełnia tego, co ze świata najlepsze.
Są jeszcze brzegi, na których nie byłam,
Są jeszcze śniegi, których nie wyśniłam,
Są pocałunki, na które czekam,
Listy z daleka, drogi pod wiatr.
Ktoś chce Cię przytłoczyć i stłamsić,
postawić pod ścianą, powalić na kolana.
A Ty się trochę zdziwisz, trochę uśmiechniesz,
pomyślisz, że Tobie by się tak nie chciało.
I że nie masz na to czasu,
bo musisz wysłuchać jeszcze raz piosenki,
która nie daje Ci spokoju od dwóch dni.
I wracasz do swojej piosenki,
bo jeszcze nie umiesz jej zaśpiewać tak, jakbyś chciał.
A kiedy czujesz, że po całym dniu walki, wysiłku
strumień powietrza,
który płynie z Twoich płuc i z Twojego serca
dokładnie w taki sposób ociera się o struny głosowe,
jak chciałeś,
ta chwila sam na sam z Twoim głosem
jest punktem kulminacyjnym Twojego dnia.
Najlepszym zdarzeniem.
Jak to,
kiedy pani Aniołkowa podlewając jak co dzień rano
kwiaty w kapliczce pod Twoim blokiem
uśmiechnie się i popatrzy Ci w oczy.
A Ty masz czas na to spojrzenie,
lubisz tę chwilę.
Czujesz ją.
I każda taka dobra chwila trwa milion lat świetlnych.
Każdej sekundy jesteś świadomy.
Wiesz, że o na trwa i że jest dobra.
Chcesz, żeby trwała,
bo dla takich chwil umiesz zachowywać swój czas, swoje czucie.
Właśnie ten czas,
którego nie dałeś godzinę temu komuś, kto chciał zabrać Ci Spokój.
To czucie, którego Ci było szkoda dla chwil, których nie lubisz.
Rewelacyjna umiejętność.
Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
Chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
Biało- zielone obłoki zbierać,
Nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej.
Są jeszcze brzegi, na których nie byłam,
Są jeszcze śniegi, których nie wyśniłam,
Są pocałunki, na które czekam,
Listy z daleka, drogi pod wiatr.
Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
Chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
Biało- zielone obłoki zbierać,
Nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej.
Bo chociaż nie ma tam brzegu mojego,
Śniegów i nieba, nieba zielonego,
Noc mnie nie nuży, dzień się nie dłuży,
Być wciąż w podróży, w drodze pod wiatr.

wtorek, 4 grudnia 2007
SnowyPokora
W głowie obrazy, sceny, kadry jak z filmu,
momenty, chwile, słowa, zdania, grymasy twarzy...
Żywsze niż wtedy
Barwniejsze niż wtedy.
Może dlatego, że przemyślane, przetrawione.
A te, których byłam świadkiem, nie odróżnione od tych,
które zdarzyły się bez mojej świadomości.
Tak samo realistyczne.
Scalone czyjeś czucia z moimi, zdwojone, pełniejsze.
Czasem widzę i czuję więcej, niż zdarzyło się naprawdę.
***
Falami, cyklami, refrenami...
Trochę jak jakaś przewlekła choroba, nic specjalnego.
Da się z tym żyć, normalnie funkcjonować,
chodzić, pracować, rodzić dzieci.
Kiedy się do tego przyzwyczai, wpisze w swoje życie,
taki napad w nieoczekiwanym momencie staje się w zasadzie
czymś zwyczajnym.
Z tą może różnicą, że nie wynaleziono tabletek, które łagodzą ataki.
************************************
Na wpół dziki brzeg jeziora,
wydarty w sitowiu i w młodych brzozach dostęp do wody.
Jeszcze nie słychać gwaru, okolica jeszcze nie skażona tłokiem.
Pnie dwóch dzikich brzózek akurat na tyle mają siły,
żeby utrzymać ciężar hamaka.
Żeby pomóc trzcinie i falom jeziora uśpić dziecko.
Co roku większe.
Ale i brzozy silniejsze co roku, biel kory dostojniejsza, pnie grubsze…
************************************
jakichś wspomnień, prognoz na przyszłość
powoduje nagłe zgęstnienie krwi w moich żyłach,
przedziwną siłą przytłaczające od środka
do miejsca, w którym akurat się znajduję.
Ściany płuc ociężałe zawartością
nie potrafią zaczerpnąć powietrza.
Moje serce pęka niemal próbując wytłoczyć skondensowaną ciecz
zalegającą swoją nienaturalną masą na jego dnie.
************************************
Dwa głuche uderzenia- jak w dach odjeżdżającego auta.
„To na razie…”
Najtrudniejsze, najbardziej burzliwe było za nami.
Reszta już się sama zaczęła układać,
wystarczyło być, rozmawiać, spędzać czas...
Można było na przykład ponapawać się chłodem wieczora
pod domem,
zapachem świeżo skoszonej trawy.
Pełnią lata odwiedzić jak co roku brzozy,
rozpalić ognisko w tym samym miejscu co zwykle,
pośpiewać przy dźwięku gitary te same od dwudziestu lat piosenki.
************************************
Nie mogę się ruszyć, zaczerpnąć powietrza.
Zupełnie nie kontroluję łez, które spływają po policzkach.
Nie wartościuję tego, nie próbuję z tym walczyć.
Wiem, że to wszystko, co się dzieje,
jest tylko jedną z konsekwencji mojej decyzji,
mojego wyboru:
jakim chcę być człowiekiem, jaką chcę świadomość posiadać.
Czasem po prostu tak będzie się zdarzać:
łzy będą płynąć,
a serce będzie pękać,
kiedy przypomnę sobie, ile Pokory chce od nas życie.
************************************
Przez dwadzieścia lat, co roku te same miejsca, te same ścieżki,
a przy nich te same brzozy.
Co roku dojrzalsze, co roku poważniejsze.
Co roku bogatsze o zeszłoroczne uśmiechy.
To chyba naturalne polubić te brzozy, zechcieć by wyrosły nad Twoim grobem.
************************************
Czasem wydaje mi się, że moje serce pęknie, bo nie zdoła pomieścić, pojąć pokory,
jakiej potrzeba, żeby Rozumieć.
Która codziennie każe Ci patrzeć na sprawy, z którymi nic nie możesz zrobić.
Których nie chcesz, na które się nie godzisz, a które po prostu są.
I zawsze będą.
Taka świadomość zabiera całą siłę, nie zostawia nawet odrobiny,
której potrzeba żeby bezradnie rozłożyć ręce.
Wiesz przecież,
że to wszystko nie potrzebuje Twojego przyzwolenia, żeby się zadziać,
że Twoja niezgoda niczego nie zmieni.
************************************
Dwa głuche uderzenia, jak o dach odjeżdżającego auta.
I „To na razie” tak samo zwyczajne, jak wtedy,
kiedy widzieli się ostatni raz.
Wtedy też było słońce.
Był lekki wiatr, zielona trawa, podmiejski spokój popołudnia.
Zwyczajne pożegnanie na chwilę, na godzinę- dwie.
Okazało się na zawsze.
Trumna pozostawia inny pogłos niż dach auta.
Głębszy i chłodniejszy.
niedziela, 25 listopada 2007
SnowySamotnośćEgzystencjalna
Pan Janusz
Wrażliwość sama w sobie jest nic niewarta.
Znaczy coś dopiero, jeśli idzie za nią odwaga.
Ale to chyba nic nowego:
wolność wymaga odwagi, niezależność myślenia wymaga odwagi,
no bo bycie Człowiekiem wymaga odwagi.
Pan Janusz chodzi za mną od dwóch dni.
Patrzy swoimi przerażonymi niebieskimi oczami,
głowa bezwładnie opada Mu na lewe ramię, całe ciało drży…
Panika pozwala Mu wykrztusić z siebie tylko „Boże, co się dzieje, pomóżcie mi!”
I „Proszę nie odchodzić, niech Pani nie odchodzi…”
A ja nie wiem, co Mu odpowiedzieć.
Takiego przerażenia w czyichś oczach nie widziałam nigdy w życiu.
Dorosły człowiek bez reszty zdany na łaskę obcych ludzi,
nagi w swym błaganiu, w swoim przerażeniu i bezradności,
na przystanku pełnym ludzi, w centrum miasta.
Ta panika i upokorzenie przenikają Ciebie- świadka.
Stajesz się przezroczysty.
Nie masz swoich potrzeb, nie masz zajęć, pracy. Miejsce, do którego pędziłeś, nie istnieje.
W głowie tysiąc myśli.
"Jak to było?? Pierwsza pomoc na kursie prawa jazdy albo sto lat temu na lekcjach P.O.
Jakieś bandaże, masz 3 minuty, pozycja bezpieczna, usadzić, położyć…
Chryste, jak to było. Jestem ignorantem.
Może lepiej nie ruszać, skoro mówi, oddycha, kontaktuje"
Możesz tylko powtarzać:
„Spokojnie, proszę się nie denerwować.
Ja tu jestem, karetka już jedzie. Wszystko będzie dobrze. Proszę głęboko oddychać.”
Zdarta płyta.
Wiesz, że spokój Twojego głosu i opanowany wzrok jest jedynym, co możesz zaoferować,
jedynym kanałem, którym możesz przekazać Temu człowiekowi jakąś siłę, nadzieję.
A na resztę rzeczy możesz tylko patrzeć.
Nie siła, lecz trwałość szczytnego doznania czyni szczytnego człowieka.
Przepraszam, panie Januszu, za tamtą Panią.
Nie wiem, co ważniejszego mogło Ją odciągnąć,
pewnie coś jej się pomyliło.
Proszę zrozumieć, panie Januszu…
Hipoteza przeładowania urbanistycznego,
efekt widza,
kumulacja ignorancji,
rozproszenie odpowiedzialności…
Statystyka jest bezlitosna.
Może usprawiedliwi tę Panią choć trochę to, że trwałość Jej szczytnego doznania była większa,
niż trwałość doznań wszystkich Państwa, którzy przechodząc, odwrócili głowę, poczuli żal zatrzymując się,
by popatrzeć.
Chciała pomóc, ale przyjechał Jej tramwaj.
Ostatecznie każdy z nas jest sam.
Taka już nasza egzystencjalna samotność:
ostatecznie z każdą decyzją zostajesz sam.
Na każde pytanie musisz odpowiedzieć sobie sam.
Każdą wartość musisz wyważyć sam.
Trudność polega na tym, że jest wielu chętnych do podpowiadania.
Twoja mama, Twój szef, Twój przyjaciel
oraz cała masa tkwiących w Tobie Muszeń,
wyrytych w Tobie przez społeczeństwo, religię, Twoje słabości.
Ale czy nie za dużo jest do stracenia,
żeby cokolwiek w Twoim życiu mogło być efektem przyjętego bezkrytycznie podszeptu?
Czy nie zbyt duże to ryzyko- dać wygrać podpowiedziom?
Ile w nich dojrzałości i mądrości, a ile frustracji, niespełnienia, nieracjonalnych przekonań?
Za to się nie idzie do Nieba, za to nie beatyfikują.
To jest nasz obowiązek.
Nie umiem wymyślić, który podszept może być silniejszy od tego obowiązku,
proszę Pani.
Ps. Myślę, że Pan Janusz chodzi jeszcze za panią Agnieszką (?).
Ale ona pewnie też nie wie, co Mu odpowiedzieć.
piątek, 23 listopada 2007
SnowyTunel
I can close my eyes and make this moment last
as i watch raindrops of diamonds turn to glass
as the flowers
they were open
right beside the strawberry fields
like volcanic lava
i melt into your passionate kiss
but what happened to us
can't be explained by too much
i just can't get quite enough
i feel i'm falling in love
Strasznie lubię swoje tunele autystyczne.
Przeważnie przydarzają mi się w pracy. Albo w tramwaju.
Kiedy moja głowa nie jest w stanie przyjąć ani jednego bodźca więcej.
To moje ulubione miejsce na ziemi, tam jestem zupełnie wolna.
Tam codziennie, chociażby na chwilę
każdy mój mięsień szkieletowy,
każdy pęcherzyk płucny,
każdy milimetr ściany serca
staje się jedną niezorganizowaną plątaniną emocji.
Każda moja myśl, każdy pojedynczy dźwięk, które mi się wtedy przydarzą
przebiegają przez całe moje ciało falą eksplozji atomowej
rozpalając wszystkie emocje,
jakie tylko umiem sobie wyobrazić,
a których nigdy nie mam odwagi poczuć w rzeczywistości.
Tkwiąc nieruchomo obawiam się,
że najdrobniejszy ruch powietrza uchodzący spod moich rzęs
mógłby to popsuć.
I can close my eyes and sail around the world
and i'll find a million lovers boys and girls
just like the flowers
they were open
like beside the strawberry fields
it's the passionate people
we'll keep on movin
that's how it is
cause what happens to us
can't be explained by too much
we just can't get quite enough
we'll keep on falling in love