wtorek, 10 marca 2009

Poor is the man whose pleasures depend on the permission of another

*

Pasja, namiętność, emocje, puls...życie
Dreszcze, dzięki którym pamiętasz, że żyjesz
Które przypominają Ci, po co żyjesz.

Oddech, chwila, spojrzenie, niebo...bycie
Bez zastanowienia
Bez myślenia o sensie, o jutrze

*

Uwolnić się
Od siebie
Czyli od innych
Czyli od innych, którzy są w Tobie
I patrzą, i widzą, i wnioskują

Zapomnieć o nich, zapomnieć o sobie
Patrzeć, brać, smakować, kochać,
Spełniać

Coraz więcej móc
Coraz mniej musieć
Poznawać nowe smaki
Dostrzegać nowe nuty
Drugie dna

Zadziwiać się, ile z tego, co musiałeś,
Było nie Twoje

I przekonywać się, że nikt nie umarł,
Odkąd już tego nie musisz.


*

czwartek, 19 lutego 2009

Żeby zarobić milion dolarów, trzeba wyglądać jak milion dolarów.

#

Żeby zarobić milion dolarów, trzeba wyglądać jak milion dolarów.


Jak wyglądać jak milion dolarów?

Być milionem dolarów.

Czuć się jak milion dolarów.

Wiedzieć, że patrzą na Ciebie, jak na milion dolarów.

Przecież chcą na Ciebie popatrzeć,
chcą Ciebie kontemplować.
Daj Im siebie kontemplować.

Daj Im chłonąć swoje jestestwo,
wdychać aurę,
której przejrzyste obłoki rozprzestrzeniasz każdym ruchem dłoni.
Pozwól na swobodną dyfuzję zapachu forsy,
niech dodryfuje do Ich nozdrzy popychana delikatnie
pewnym, otwartym ruchem Twojej dłoni.
Ruchem dłoni stanowiącym o rzeczywistości.
Zaznaczającym Twoją przestrzeń.
Ruchem dłoni miliona dolarów.

Otwórz się na nich:
daj Im siebie.
Wyprostowaną sylwetką
uniesioną głową
daj Im bezpieczeństwo, komfort, spokój.
Niech się przekonają, że jesteś prawdziwym milionem dolarów.


Milionem dolarów, mądrością, uczciwością i prawdą...
czy czym tam jeszcze, co chcesz zarobić.

#

niedziela, 2 listopada 2008

*
**
***


Odkryłam swoją największą zaletę:
umiem zmieniać siebie.


***
**
*

sobota, 1 listopada 2008

***

Kolejny raz przypomniałam sobie najprostszą receptę na szczęście.
Taki sprawdzony, pachnący kurzem i zachwycającą prostotą świata
babciny przepis na konfiturę:

żyć w zgodzie ze sobą.


Tylko, jasna cholera,
ile czasu, krwi i potu trzeba,
żeby wiedzieć co jest mną?
Żeby wiedzieć, w zgodzie z kim ja mam żyć?


Bóg jeden wie.
Bo tylko On mógł wymyślić, że ja się będę składać
ze wszystkich zdarzeń i ludzi, którzy mnie w życiu spotkali.
Że będę się układać we mnie mieląc przeczytane książki
i napisane klasówki, usłyszane motyle, wezwane karetki
i równania mnie z błotem.


I prosta ja,
żeby odróżnić w tym motłochu siebie od nie-siebie,
muszenia swoje od nieswoich
dociekam, rozdrapuję i płaczę,
odkrywam, uwalniam się i oddycham.

I to najpiękniejsze są oddechy w moim życiu.

Ale czy nie można było wymyślić prostszego szczęścia, Boże...?

***

wtorek, 16 września 2008





Przyszła zima.
Czas wracać.
W sumie z nikim nic mnie nie łączy.
Na tyle żeby zostać tu dłużej.

Wybrzmiało lato i upały, burze, pioruny, grad i słońce.
Wystarczy.
Gdzieś daleko bez pieniędzy i telefonu
Chcę być.

Pora na obce świty, bezdroża, obce twarze, obce historie.
Na nieznane psy, nowe domy, nowe rozmowy.
Gdy się znudzą pójdę dalej.


Może wrócę do Was na wiosnę.


Może po prostu jestem
jedną z tych, których nam żal,
że umierają w samotności.


środa, 23 lipca 2008


***

Z samotnością się rodzisz.

Jak z grupą krwi i zielenią oczu.

***



Jeśli miałabym Cię o coś prosić

dzisiaj

nie zabieraj mi Muzyki, Boże…

nie zagłuszaj Jej w mojej głowie myślami o martwocie

o sprawach bez pulsu, bez dreszczu

chcę słyszeć Ją dokładnie, przejrzyście

zapatrzeć się w Nią, nie widzieć nic poza

oddychać Nią, iskrzyć

być

nie zaprzątaj mi głowy codziennością

nie zadawaj mi zagadek o przyszłości

chcę rozpłynąć się w Niej i zagubić

zatopić w Niej swe dłonie, czuć w palcach każdy odcień

ślepnąć od żaru, nie ogarniać kolorów

być Muzyką


chcę miliona dźwięków jednocześnie-

a każdy niech zawiruje w mojej głowie

zabierając strachy o jutro

rozkwitnie gorącą tęczą pod sklepieniem czaszki

dreszczem przebiegnie w dół kręgosłupa, wygnie moje ciało


odetchnę od myśli memłanych od tygodni

nieświeżych dylematów

przeczytanych na wskroś intencji


chcę by każdy czerwienią oślepił oczy

półmrokiem odgrodził od świata


zapomnę o pytaniach bez odpowiedzi

o odpowiedziach nie dających nadziei


chcę by zabrał czucie bezradności

pamięć prawd przygważdżających do ziemi

znanych na pamięć słabości

chcę by obiegł zwoje, wrósł w nie najmocniej

by pulsował z nimi w tej jedności

odebrał mowę

i rozum zmęczony własnym krętactwem

neuronami rozkrzewił ciepło, puls i poświatę

i życie we mnie

i nadzieję

i wiarę

i miłość

i nowe myśli